Konkurs Bielizna

2012-04-03

Celebrowanie chwil samotności...

2

Odkąd zostałam mamą, a to już 7 miesięcy, nie mam zbyt dużo czasu wolnego, a i możliwości korzystania z luksusu się ograniczyły, ale i moje wymagania jakoś się zmieniły... Do tej pory nie wyobrażałam sobie, że zwykły prysznic może dać tyle radości, tak zrelaksować i stać się takim luksusowym rytuałem! Po całym dniu z synkiem, gdy mąż wraca z pracy i może się nim zająć ja mykam do łazienki i mam czas dla siebie.

Rozpoczynam od zamknięcia drzwi od łazienki i włączenia mp3 z małymi głośniczkami. To znak dla mojego męża- "traktuj to jakby mnie nie było w domu!".

Koniecznym jest stworzenie odpowiedniego klimatu. Niestety o klimacie rodem ze SPA na Bali mogę pomarzyć, ale nie zawadzi zapalić zapachowych świeczek. To taki mały luksusik. Malutkie płomyczki ogrzeją nie tylko powietrze, ale i atmosferę :)

Nie jestem posiadaczką wanny, nad czym mocno ubolewam, ale i z tym jakoś sobie radzę. W końcu - cały dzień czekałam na tę przyjemność, więc taki drobiazg mnie nie zniechęci. Siadam w brodziku i rozpoczynam od głowy - moczę ją i myję szamponem. Zaraz potem nakładam na włosy odżywczą maseczkę i póki co prysznic wyłączam. Maseczka wnika w głąb włosów, a ja zajmuję się resztą.

Teraz czas na peeling. Wcieram go na całe całe ciało, skupiając się na "problematycznych" miejscach, gdzie w akcję wkracza także szorstka rękawica do masażu. Niestety po ciąży jeszcze nie doszłam do swojej dawnej formy, więc na tej czynności muszę się mocno skupić...

Po obowiązkowym peelingu czas na większą przyjemność. Bohaterami tej części mojego domowego rytuału są: mięciutka myjka i mocno pachnący i pieniący się żel pod prysznic. Opieram się plecami o kafle, masuję ciało wodą z prysznica, rozkoszuję się zapachem, bawię pianą. Ach, takie zwykłe, codzienne czynności także potrafią sprawić wiele radości i być luksusem w ciągu całego ciężkiego dnia codziennego.

Po spłukaniu ciała i włosów czas na relaks poza kabiną prysznicową ;) Owijam się puszystym ręcznikiem i wyciągam z szafki arsenał... czyt. mały kramik drogeryjny ;) I rozpoczynamy aplikację....

Kremik nawilżający na buzię.

Żel chłodzący pod oczy i na powieki.

Balsam ujędrniający biust ruchem okrężnym na piersi.

Balsam przeciw rozstępom na brzuch.

Serum antycellulitowe ruchem z dołu w górę na uda i pośladki.

Pachnący olejek nawilżający na kolana, łydki, ręce i plecy.

Krem rozgrzewający na stopy.

Potem pozostaje mi już tylko owinąć się szlafroczkiem, usiąść, oprzeć, nogi podnieść do góry i rozkoszować chwilami z samą sobą. Ciepła woda i pachnące kosmetyki kojąco wpływają na moją duszę, na moje nieraz skołatane nerwy, działają odprężająco. Potem zrzucam szlafroczek i zakładam piękną, kobiecą, delikatną bieliznę nocną. To uwieńczenie tego luksusowego bycia sam na sam ze sobą :)

Wiecie już dlaczego z tego błogostanu wyrywa mnie mąż? Bo, cyt. "ej, siedzisz tam już półtorej godziny...!" :)

Komentarze [2]

    • Tak- brak poczucia czasu skąd ja to znam. Czasami dopiero ronię peeling moich opornych ud a zza drzwi dobiega podobny głos. :)
    • 0
    • ach ci mężczyźni... oni nigdy nie zrozumieją, dlaczego tyle czasu spędzamy w łazience. Chcą, żebyśmy były piękne, ale szybko :P to wszystko jednak trochę trwa, takie życie ;)
    • 0
      • ags
      • 2012-04-03