Wywiad Bielizna

2012-05-16

Bielizna kryje w sobie ogromną moc – rozmowa z Moniką Idzikowską

0

Bielizna nie jedno ma imię… Może być romantyczna, zmysłowa, erotyczna, nieść ze sobą wiele emocji. Dzięki niej można zmienić spostrzeganie siebie. Projekty Moniki Idzikowskiej dobitnie to udowadniają i pokazują jak wiele potrafi zwykłe body czy biustonosz. Podczas rozmowy poruszyliśmy kwestie dotyczące nie tylko bielizny, ale też mody, sztuki i samych kobiet.

  • Monika Idzikowska

OBieliznie: Jak wyglądał początek Pani przygody z modą, skąd ta fascynacja?

Monika: Zawodowo nie jestem wykształcona w kierunku mody. Projektowanie jest jednak wynikiem mojej wieloletniej pasji. Już w dzieciństwie zaczęłam szyć różne rzeczy, pomimo tego, że nikt w bliskiej rodzinie nie zajmował się krawiectwem. Pierwszą rzecz uszyłam gdy miałam jedenaście lat i od tamtej pory nie rozstaje się z igłą i nicią. W wieku osiemnastu lat moje ubrania były już sprzedawane we wrocławskich galeriach. Zanim jednak zajęłam się projektowaniem ubrań czy bielizny, zafascynowana byłam jubilerstwem. Tworzyłam oryginalną biżuterie z elementów miedzianych, aluminiowych oraz metali szlachetnych. Była to jedna z największych pasji. Zbieg okoliczności sprawił jednak, że zaczęłam się realizować w innym kierunku. Zamiast do Wenecji wyjechałam do Neapolu i miałam tam okazję uczęszczać na praktyki do cenionego krawca – artysty. W Polsce nikt nigdy mnie nie uczył prawidłowego szycia, więc dopiero tam posiadłam naprawdę niezbędny warsztat. Krawiec, u którego się uczyłam, każdy ubiór szył w całości ręcznie. Każda rzecz była u niego totalnym majstersztykiem. Młody człowiek, który przychodził do niego na praktyki, był niezwykle szczęśliwy, że w ogóle może być w jego pracowni, przyglądać się jak tworzy, dobiera tkaniny, konstruuje. W wieku 24 lat wróciłam do Polski i pokazałam pierwszą swoją kolekcje. Niedługo po tym wydarzeniu stworzyłam dla polskiej marki pierwszą kolekcje bielizny. Towarzyszył jej spektakularny pokaz, który był pokazywany nawet w dużych mediach krajowych. Od początku chciałam tworzyć właśnie takie teatralne, zjawiskowe pokazy, które będą nacechowane sztuką, przypominały performance. Może to ze względu na to, że sama kiedyś malowałam i otaczałam się młodymi artystami, związanymi z Akademią Sztuk Pięknych. To zmieniało moją optykę, uwrażliwiało na piękno. Do dzisiaj we wszystkim co robię, próbuje przekazać głębie i emocje, bez względu na to, czy to będzie bielizna, spektakl, czy zdjęcia. Uważam też, że każdy przedmiot może mieć duszę. Lubię też kolekcjonować rzeczy, które mają swoją własną historie. Przy projektowaniu zawsze zwracam uwagę na to, aby to co stworze było ponad modą, aby miało swoją wartość, bez względu na to po ilu latach ktoś wyciągnie to z szuflady.

Zdjęcia: Monika Idzikowska
  • Bielizna kryje w sobie ogromną moc – rozmowa z Moniką Idzikowską

OBieliznie: Co Panią inspiruje podczas tworzenia?

Monika: Pierwszą i podstawową inspiracją jest dla mnie człowiek. Podczas projektowania myślę o osobie dla której tworze, o tym jaka ona jest, jak wygląda. Jeżeli na przykład projektuje coś dla mężczyzny, to zastanawiam się nad tym jaki jest w ogóle ideał sylwetki. W tym wypadku powinien mieć szerokie ramiona i barki oraz wąskie biodra. Ponieważ rzeczywisty obraz człowieka często odbiega od ideału, to ja staram się te proporcje wyrównać i po prostu upiększyć tą osobę. Muszę pamiętać o tym, że modę kupują też zwykli ludzie, którzy nie mają ciała modelek czy modeli. Moje projekty muszą mieć ludzki aspekt, nadawać się nie tylko do zdjęć, ale też w codziennym życiu. Ich celem jest podkreślać piękno ludzkiego ciała. Człowiek i jego wnętrze, subtelność, młodość, dynamika i wiele innych, są dla mnie największą inspiracją.

Oprócz tego interesuje mnie bardzo architektura. Ona również ma duży wpływ na moje projekty. Ponieważ dobrze znam się na konstrukcji, to na niektóre moje modele, wręcz przenoszę części szkiców architektonicznych. Bawię się konstrukcją i liniami, patrzę w jaki sposób się układają. Również na ciało człowieka patrzę w sposób architektoniczny, dzieląc jego ciało na płaszczyzny i budując wokół niego pewną przestrzeń.

Jedną jednak z najważniejszych moich inspiracji pozostaje sztuka. Szukam w niej ciekawych połączeń. Często chodzę po antykwariatach i oglądam te wszystkie piękne rzeczy, lubię też stare japońskiej drzeworyty. W ogóle sztuka japońska jest bardzo inspirująca. Często możemy w niej obserwować połączenia kolorystyczne, które w kulturze zachodu nie występują. Dzięki obserwacji tego wszystkiego jestem w stanie stworzyć unikatowe i dość ciekawe rzeczy.

OBieliznie: Wspominała Pani o Japonii, czy ta inspiracja często pojawia się w bieliźnie?

Monika: Japonia to temat do którego często wracam, chociaż nigdy tam nie byłam. Kolekcjonuje japońska porcelanę, oraz mogę się pochwalić oryginalnym kimonem z XIX w. Bardzo fascynują mnie japońskie rytuały, jak również kultura i funkcjonowanie kobiety gejszy. Miałam taką kolekcje, która do tego nawiązywała, nazywała się Komoto Wife – Żona Pana Komoto, która łączyła japońską formę kimona z europejskim wzornictwem i materiałami. Łączyłam w niej prześwitujące lekko kimono z na przykład nieco ostrzejszą bielizną. Była to kolekcja wyrafinowana i bardzo mocna wizualnie. U mnie często pojawiają się właśnie te nawiązania do Japonii, najczęściej za sprawą kroi. Jest to inna estetyka, bardziej syntetyczna, czystsze kolory. Podoba mi się też stylistyka Zen. Powracając do tematu gejszy, to polskiej kobiecie brakuje takiego luksusu trochę. Taka księgowa mogła by wrócić po pracy do domu, zrzucić „mundurek”, wziąć aromatyczną kąpiel i przebrać się w jedwabną bieliznę i kimono, a przez to poczuć się naprawdę wspaniale. Jednak nie zawsze potrafi to zrobić dla siebie i zamiast tego ubiera bezkształtne dresy. Nie potrafi zrelaksować się i zrobić dla siebie przyjemność. Aby czuć się atrakcyjnie potrzebuje męża, kochanka… A bielizna przecież do tego właśnie ma służyć, sprawiać, że będziemy czuły się naprawdę wyjątkowo!

OBieliznie: Czy w takim razie bielizna może odmieniać nie tylko wygląd ale też wnętrze kobiety, jej samopoczucie?

Monika: Uważam, że tak. Wyobraźcie sobie taką sytuację, musicie iść rano do pracy, ubrane w sztywny zestaw, składający się z prostej koszuli, z marynarką i spodniami, czy spódnicą. Jak się czujecie? A teraz pomyślcie, że pod spodem jest piękna, seksowna, kobieca bielizna, która idealnie leży. Wy o tym wiecie i od razu stajecie się bardziej pewne siebie, tryskające seksapilem. Tworzycie wokół siebie aurę, która przyciąga innych. Bielizna powoduje ogromne zmiany w obrębie psychiki. Ja nawet kiedy szyje suknię, to najpierw zwracam uwagę na to jaka bielizna powinna znaleźć się pod spodem. Później do tego dobieram strój. Jako kobieta właśnie na to zwracam najwięcej uwagi, tak zostałam wychowana i nie rozumiem osób, które zaniedbują swoją sferę intymną. Bielizna przecież wcale nie musi być bardzo droga, a może dodawać energii, nawet w zimny i ponury dzień. Oprócz walorów praktycznych i estetycznych buduje całe ciało, może je upiększyć, ale też oszpecić. To samo dotyczy mężczyzn, odpowiedni kształt bokserek może zaokrąglić pupę. Każdy z nas w bieliźnie może być tym, kim chce.

OBieliznie: Czy można w takim razie powiedzieć, że tworzenie bielizny jest nie tylko modą, ale też sztuką?

Monika: Tak, jak najbardziej bielizna może być i modą i sztuką. Na pewno jednak jest to rzecz niezwykle intymna i osobistego. Ja miałam różne doświadczenia z bielizną, ponieważ na początku tworzyłam ją dla Playboya. To było coś zupełnie odmiennego, od tego co robię teraz. Była ona bardzo wyrafinowana, miała w sobie dużo erotyzmu i była mocna wizualnie. Pomimo konotacji z seksualnością, nie była to bielizna, która kojarzyła się z czymś tandetnym i sexshopowym. Za zadanie raczej miała pobudzać wyobraźnie i ciekawość. Ze względu na swoją dawną fascynacje biżuterią, zawsze starałam się dodać do tej bielizny jakieś ciekawe elementy, jak na przykład zdobione, srebrne klamry. Tak naprawdę te wszystkie uprzęże, paski czy zdobienia mogą być tandetne i ordynarne, a równie dobrze mogą być po prostu sztuką. Takie mocniejsze dodatki są zupełnie inne od koronkowych kwiatów, ale mogą być równie wyrafinowane, mogą doskonale podkreślać krągłości kobiecego ciała. Delikatna skóra kobiety w zderzeniu z mocną, skórzaną bielizną może wydawać się jeszcze bardziej aksamitna. Wiele tak naprawdę zależy również od kontekstu: w jakiej sytuacji zostanie ta bielizna wykorzystana, jak będzie sfotografowana, oraz jaka kobieta ją będzie nosić na sobie. Tworzenie luksusowej bielizny erotycznej też jest sztuką. To się dotyczy zresztą praktycznie każdego rodzaju odzieży spodniej, która nie jest produkowana masowo tylko w pojedynczych sztukach.

Jako drugi przykład mogę podać bieliznę wykonaną z oryginalnych koronek. Ona nie jest praktyczną bielizna na co dzień, nie posiada fiszbin, ale może w niej świetnie wyglądać zarówno osiemnastolatka, jak również kobieta dojrzała, która urodziła już dzieci. Tworząc taką bielizną z pojedynczych koronkowych kwiatów, które oplatają ciało, mogę ukryć pewne mankamenty, a wyeksponować to co w kobiecie najpiękniejsze. Ona jest tworzona na konkretnej kobiecie, dzięki czemu można ją indywidualnie dopasować.

Zdjęcia: Monika Idzikowska
  • Bielizna kryje w sobie ogromną moc – rozmowa z Moniką Idzikowską

OBieliznie: Czy w polskiej bieliźnie produkowanej masowo brakuje tej mody i sztuki?

Monika: Moim zdaniem w Polsce brakuje trochę takiej bielizny, która nie ma walorów praktycznych, ale jej wartość jest głównie estetyczna i emocjonalna, jest ona przeznaczona na specjalne okazję. Taka bielizna jest potrzebna dla kobiet, które kochają siebie, swoje ciało i chcą je rozpieszczać, dać mu odrobinę luksusu. Oglądając na ulicach polki widać, że nie mają one problemu z akceptacją siebie, są fajnie ubrane, zadbane, pomimo tego, że nie są tak zamożne jak większość Europejek. Na co dzień jednak wszystkie kobiety noszą podobne staniki, brakuje im takiej bielizny kupowanej dla próżności, rozpieszczania swojego ciała. Mnie od zawsze fascynowały francuskie koronki, jak Chantilly czy Calais, które są naprawdę wyrafinowane. Polscy producenci nie robią bielizny w takim stylu, kompletów delikatnych koronkowych, luksusowych. Moim zdaniem taki koronkowy biustonosz, który podkreśla naturalne piękno kobiecego ciała, jest o wiele bardziej seksowny, zmysłowy, modny od push up. U nas powoli pojawiają się zagraniczne marki, które stawiają na taki właśnie styl, ale są one bardzo drogie. Przeciętnej młodej kobiety nie stać na taką bieliznę, pomimo, że chciała by ją nosić. W ofercie rodzimych producentów powinny się pojawić kolekcje w których zamiast poliestrowej satyny użyty jest naturalny jedwab z lycrą, jakieś fajne peniuary, haleczki obszyte koronką – propozycje zmysłowe, wyrafinowane a nie ordynarne. Też jestem kobietom i gdyby pojawiły się takie rzeczy, to bym je kupowała.

OBieliznie: Czy to, że u nas takich produktów nie ma, może być też kwestią braku świadomości?

Monika: To prawda, poprzez lata komuny i przemiany ustrojowe mieliśmy mniej czasu aby się nauczyć pewne rzeczy. Można powiedzieć, że my dopiero odkrywamy czym jest jakość. Jeszcze nie jesteśmy tak rozsmakowani w modzie, mamy jeszcze niską wiedzę na ten temat. Dawno temu, kiedy rozpoczynałam współpracę z polską firmą produkującą bieliznę to stworzyłam pierwszy model koronkowych bokserek. Nikt nie potrafił zrozumieć, dla czego ten model ma być cały z koronek i czy to w ogóle się będzie sprzedawać. Czas pokazał, że mój pomysł był bardzo dobry, a tego typu majtki są bardzo chętnie kupowane. Polacy mają jeszcze dużo do nadrobienia w kwestii mody, ale wydaje mi się, że to tylko kwestia czasu.

OBieliznie: Na co dzisiaj powinniśmy zwrócić większą uwagę ?

Monika: Nie tylko na to co jest modne, a co nie, ale też na znajomość tkanin. My podczas komuny nie mieliśmy styczności z rzeczami dobrej jakości, uszytymi z świetnych materiałów. Do dziś, mało która kobieta widziała prawdziwą koronkę Chantilly, więc jeżeli zobaczy biustonosz nią zdobiony, który kosztuje koło czterystu złotych, to będzie się zastanawiała, dla czego on jest taki drogi. Nie widzą różnicy pomiędzy koronką z poliestru, która po praniu może stać się nieprzyjemna w dotyku, a takiej z włókien jedwabnych, nie wiedzą jak to się zachowuje i nosi. Myślę jednak, że po prostu potrzeba na to czasu, nikt się nie urodził mistrzem. Ponieważ u nas przez tyle lat nie było dóbr luksusowych, to teraz się uczymy jak rozpoznawać jakość i gatunki tkanin.

OBieliznie: Czy jest szansa, że w stylizacjach kobiet widzianych na ulicach zobaczymy więcej elementów ze świata bielizny?

Monika: Łączenie bielizny ze strojem to dość trudna sztuka. Trzeba znać się dość dobrze na modzie, potrafić wszystko dobrze zestawić. Granica pomiędzy wulgarnością stroju a wyrafinowaniem jest dość cienka. Ubierając bieliznę trzeba pamiętać, że zawsze jest ona kojarzona z czymś zmysłowym seksualnym, dla tego warto ją przełamać. Na przykład mały top, który właściwie jest bardziej haleczką, można połączyć z dżinsami i ciężkimi butami, jak glany i wygląda świetnie. Natomiast ta sama haleczka połączona z czarną, skórzaną spódnica może wyglądać bardzo prowokująco i wulgarnie. Trzeba mieć dość duże wyczucie, aby to wszystko wyglądało ciekawie, ale nie budziło niewybrednych komentarzy. Podstawową chyba zasadą jest, aby nie odkrywać zbyt wiele na raz. Obecnie wraca również moda na gorsety, takie jak miała Madonna. Tutaj też trzeba być ostrożnym, żeby na przykład nie wystawały spod niego fałdki, lub żeby go przełamać czymś mniej seksownym, jak spódnica maxi. Mnie się osobiście podobają starsze projekty Dolce&Gabbana, gdzie łączyli obcisłą, taliowaną sukienkę z doszytym biustonoszem w stylu lat ’50. To wyglądało naprawdę świetnie. Na co dzień jednak przy takich stylizacjach trzeba bardzo udawać.

OBieliznie: A czy takie wyczucie smaku się u nas powoli budzi?

Monika: Z moich obserwacji wynika, że tak. Szczególny potencjał w tym kierunku tkwi w młodym pokoleniu. Osoby, które mają obecnie osiemnaście czy dwadzieścia lat są często zdecydowanie bardziej obyci z modą niż moje dojrzałe już klientki, które stać już na marki luksusowe. Młodzież się interesuje tym co mają na sobie, przeglądają Internet, prasę, to wyrabia ich świadomość. Myślę, że w ciągu najbliższych lat rozsmakujemy się w tej modzie jeszcze bardziej. Przyjdzie moment, że Polacy będą najlepiej ubranymi ludźmi w Europie. Mamy fantastyczną umiejętność tworzenia coś fajnego z niczego, a po za tym mamy w sobie taką zachłanność na to aby otaczać się fajnymi rzeczami. Już teraz młodzi Polacy ubierają się lepiej niż ich rówieśnicy Włosi.

OBieliznie: Czy chciała by Pani coś poradzić naszym czytelniczkom?

Monika: Życzę im aby zwróciły większą uwagę na odpowiedni dobór bielizny, a szczególnie biustonosza, żeby nie oszpecały swojego biustu. Chciałabym też aby wszystkie kobiety czuły się dobrze w swoim ciele bez względu na to czy noszą rozmiar większy czy mniejszy, aby rozpieszczały się. Życzę im również by częściej nosiły kolorową bieliznę, bo wyglądają w niej naprawdę świetnie! Ważne też żeby nie bały się ubierać bieliznę modelującą, bo teraz jest naprawdę duży wybór i można dzięki temu jeszcze lepiej wyglądać. Ubranie wygląda tylko wtedy dobrze gdy pod spodem jest świetnie dobrana bielizna.

OBieliznie: Na koniec zapytamy co powinno się na wiosnę pojawić w garderobie każdej kobiety?

Monika: Ja na wiosnę chce założyć skórzaną ramoneskę. Uważam, że powinna się znaleźć w szafie każdej kobiety!

OBieliznie: Dziękujemy za miłą rozmowę i życzymy pomyślności w dalszym uszczęśliwianiu kobiet swoją bielizną.

 

Komentarze [1]

    • Projekty są mi znane, są niepowtarzalne i bardzo romantyczne. :)
    • 0